Budżet 2007 czyli targi koalicjantów o dodatkowe pieniądze, zamiast oszczędności.
- Data:
- 19.09.2006
- Komentarzy:
- 0 »
Do końca września musi być gotowy projekt budżetu na rok 2007. Im bliżej do jego zatwierdzenia tym gorętsza atmosfera w kuluarach sejmowych. Koalicjanci, a zwłaszcza wicepremier Andrzej Lepper co raz to wysuwa kolejne roszczenia o zwiększenie wydatków budżetowych. Od tego uzależnia poparcie dla budżetu.
Targi o pieniądze trwają, tymczasem coraz więcej można usłyszeć o marnotrawieniu szansy na znaczące zmniejszenie deficytu w latach kolejnych. Tzw. kotwica budżetowa czyli maksymalna wysokość deficytu ustalona na poziomie 30 mld zł jeszcze pod koniec ubiegłego roku wydaje się wysokością nie do naruszenia.
Pytanie tylko na jak długo?
Czy zamiast trzymać się kurczowo tej wartości rząd nie powinien jej zmniejszać wykorzystując do tego sprzyjającą koniunkturę gospodarczą?
Moim zdaniem powinien. Przejadanie wysokich dochodów budżetowych za 2-3 lata może się odbić czkawką.
Rosnące zadłużenie Polski nie jest problemem dziś, kiedy tempo wzrostu PKB wynosi 5%.
Dochody budżetowe rosną, mamy niską inflację, stopy procentowe utrzymują się na niskim poziomie,
Polska jest odbierana jako atrakcyjny kraj dla zagranicznych inwestorów. Polskie obligacje sprzedają się dobrze, gdyż ich oprocentowanie jest atrakcyjniejsze niż w większości krajów UE. To teraz, ale co będzie w przyszłości?
Efekt kuli śnieżnej
Podobnie jak wysoki wzrost gospodarczy wpływa korzystnie na wiele wskaźników ekonomicznych, tak spadek tempa wzrostu odbija się na nich niekorzystnie.
Kiedy deficyt zacznie rosnąć, a dochody będą spadać, konieczna będzie emisja kolejnych obligacji.
Aby zachęcić inwestorów do ich kupna, trzeba będzie zaoferować im wyższe oprocentowanie. Wzrosną stopy procentowe oraz koszty kredytów, co odbije się na cenach towarów i usług.
W sytuacji gdy idea “taniego państwa” odeszła praktycznie w niepamięć, a rząd wycofuje się
z wcześniejszych zapowiedzi częściowego zmniejszenia tzw. klina podatkowego, czyli obniżenia składki rentowej i chorobowej widać wyraźnie, że dochody budżetowe zostały oszacowane zbyt optymistycznie. Podwyżka akcyzy na autogaz i paliwa wydaje się pewna.
Co to oznacza?
Nic innego jak to, że rząd szuka pieniędzy na zamknięcie mocno napiętego budżetu i równoczesne utrzymanie kotwicy budżetowej.
Dane statystyczne nie napawają optymizmem
Zadłużenie sektora finansów publicznych rośnie w dużym tempie.
W przeciągu zaledwie 5 lat wzrosło o 75% z blisko 300 mld w 2001 r. do 500 mld w 2006 r.
źródło: MF, GUS, PB
Dług publiczny w stosunku do PKB utrzymuje się w granicach 50%. Próg ostrożnościowy to 55%. Często słyszę głosy o tym, że wiele krajów nie przestrzega progów np. Włochy czy Holandia i jakoś funkcjonuje. Owszem, tyle tylko, że kraje te są bez porównania bogatsze i mają o wiele większy potencjał gospodarczy niż Polska.
Warto wiedzieć, że próg 60% to konieczność nagłych cięć w wydatkach państwa w celu zatrzymania dalszego wzrostu długu.
Po jego przekroczeniu Polska straciłaby w oczach zachodnich inwestorów, osłabieniu uległaby złotówka, wraz z nią wzrosłyby koszty obsługi zadłużenia zagranicznego, koszty kredytów zaciąganych przez firmy oraz osoby indywidualne. Utrata wartości przez złotego sprawiłaby, że import zwłaszcza surowców (ropy i gazu) stałby się drogi, a wraz z nim wzrosłyby koszty wielu produktów. To z kolei zwiększyłoby inflację.
Podsumowując, wydaje mi się, że budżet zostanie “naciągnięty” i przejdzie w sejmie. Gorzej, że takie napinanie ma swoje granice. Rok 2007 będzie rokiem prawdy i oby nie spełniły się pesymistyczne prognozy.







Komentarze