Czy czeka nas podwyżka podatków i składek rentowych?
- Data:
- 19.12.2009
- Komentarzy:
- 0 »
To na razie jedynie propozycje i to osoby spoza rządu. Prof. Jerzy Osiatyński, były minister finansów z lat 1992-1993 na łamach Pulsu Biznesu podzielił się swoimi pomysłami w odpowiedzi na trudną sytuację budżetowa.
Co zatem proponuje były minister Jerzy Osiatyński?
- wyższą składkę emerytalną,
- powrót do stawki podatku dochodowego 40%,
- podwyższenie wieku emerytalnego do 70 lat
Pokuszę się o krótką ocenę w/w pomysłów w obecnej a zwłaszcza przyszłej sytuacji budżetowej Polski.
Kiedy tylko nad budżetem pojawia się widmo wielkiej dziury szuka się wszelkich możliwych sposobów sięgnięcia do kieszenie podatników. Zaczyna się od cichych podwyżek, np. akcyzy. Następnym dość naturalnym krokiem wydaje się odebranie tego co państwo dało obywatelom raptem dwa lata wcześniej. Obniżka składki rentowej nastąpiła dwukrotnie. W 2007 i 2008 roku. Dzięki niej osoby zatrudnione zyskały na pensji, a pracodawcy zmniejszyli koszty zatrudnienia. Skutkiem, choć może mało odczuwalnym w oczach rządu jest zwiększenie dochodów pracowników a tym samym minimalne zwiększenie ich siły nabywczej, czyli napędzanie PKB.
Powrót do stawki podatku 40% dla najlepiej zarabiających jest mocno kontrowersyjny.
W domyśle zakłada, że wyższy podatek zwiększy dochody budżetu. W praktyce może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. W myśl zasady, im wyższy podatek tym mniejsza skłonność do jego płacenia wśród najlepiej zarabiających, osoby te będą szukać wszelkich dostępnych prawnie sposobów do zmniejszenia stawki podatku. Optymalizacja podatkowa nie bez przyczyny cieszy się coraz większym zainteresowaniem osób zamożnych. Rejestracja spółki poza polską nie jest specjalnie trudna ani kosztowna. Można być pewnym, że ewentualna decyzja o powrocie do stawki 40% zwiększy popyt na tego typu usługi.
Obniżką podatku dochodowego z 40% do 32% najlepiej zarabiający cieszą zaledwie rok. Pytanie, jak długo jeszcze?
Podwyższenie i zrównanie wieku emerytalnego do 67 a następnie do 70 lat, nie jest pomysłem rewolucyjnym. Jest raczej zapowiedzią tego co nieuniknione, aby odwlec w czasie załamanie całego systemu emerytalnego. Tak drastycznego kroku nie da się jednak wprowadzić z roku na rok. Tym bardziej, w roku wyborów prezydenckich. Przypomnę tylko, że w ostatnich dwóch latach na emeryturę przeszło milion osób. Wiele z nich wykorzystało prawo do wcześniejszych świadczeń w obawie o tzw. „jutro”. W jaki sposób jakikolwiek rząd będzie w stanie przekonać obecnych 55-60 latków, że mają pracować jeszcze 10-15 lat?
Rezerwy do zmniejszenia dziury budżetowej tkwią tam, gdzie nikt nie ma odwagi sięgnąć.
W systemie KRUS, wcześniejszych emeryturach, licznych grupach zawodowych objętych szczególnymi warunkami czy systemem rent, który jak wiadomo pełen jest nadużyć. Dodajmy to tego szczególnie niską aktywność zawodową Polaków na tle innych krajów i mamy pełen obraz sytuacji.
Każdy rząd, woli szukać pieniędzy wszędzie byleby nie poruszać drażliwych tematów.
O potencjalnych wyborców trzeba dbać. Szkoda, że kosztem tych, którzy muszą finansować niedostatki. Póki co rząd emituje więc obligacje zadłużając się na potęgę. Każdy dług trzeba będzie jednak kiedyś spłacić. Przypadnie to w udziale następnym pokoleniom.
Propozycje byłego ministra finansów można traktować jako sposób na ratowanie wyjątkowo trudnej sytuacji budżetowej jaką będzie w Polsce w najbliższych latach. Obawiam się jednak, oby pomysł przywrócenia stawki podatkowej 40% oraz powrót do starych stawek rentowych nie został przez rządzących przyjęty z entuzjazmem. Zawsze można się podeprzeć hasłem kryzys. A w kryzysie Polskę nie stać na takie „luksusy”. Można pójść dalej i wzorem Francji, która obniżyła podatek VAT na usługi gastronomiczne stwierdzić, że obniżka była porażką, ponieważ nie spowodowała spodziewanego ożywienia w branży a zmniejszyła wpływy do kasy państwa.
Nim w Polsce nadejdzie kolejny okres boomu gospodarczego minie sporo czasu.
Najbliższe dwa lata mogą być wyjątkowo trudne ze względu na spodziewane braki w kasie państwa szacowane na nawet 80 mld zł już w 2010 roku. Może się wręcz okazać, że kiedy kraje starej UE wychodzą z kryzysu ten zawita do Polski na dobre. Konieczne będą mega oszczędności, aby nie doprowadzić do eksplozji w finansach publicznych.
Dopiero po wyjściu na prostą za 3-4 lata będzie można znów myśleć o obniżce obciążeń podatkowych. Oby następnym razem udało się to zrobić na stałe…







Komentarze