Dyrektywa nie zastąpi zdrowego rozsądku i etyki w biznesie.

Data:
28.12.2009
Komentarzy:
0 »

Unijna dyrektywa MiFID urasta do roli cudownego leku na chorobę zwaną „opcje walutowe”. Wicepremier i minister gospodarki, Waldemar Pawlak, od początku wybuchu afery z opcjami walutowymi wykazywał się dużą inicjatywą i próbował stawać w obronie przedsiębiorców, którzy często przez własną niewiedzę wpadli w pułapkę jaką były opcje walutowe.Nie należy jednak zapominać, że obok zwykłej nieznajomości zasad funkcjonowania opcji walutowych zdarzały się przypadki nadmiernej chciwości. Skutkiem tego było w kilku przypadkach doprowadzenie firmy na skraj upadłości.

Wracając do tematu. Samo wejście w życie dyrektywy nie załatwia sprawy. Potrzebne są do tego inne czynniki. Etyka, uczciwość pracowników instytucji oferujących opcje, wiedza klientów, a nade wszystko zdrowy rozsądek. Instrument finansowy jakim jest opcja nie powinien być traktowany na równi z lokatą bankową gdzie końcowy wynik jest łatwy do przewidzenia. Słabość krajowej waluty jaką mogliśmy zaobserwować w drugiej połowie 2008 roku sprawiła, że wszelkie założenia co do potencjalnych zysków legły w gruzach.
Gwałtownego osłabienia PLN wobec USD o blisko 50% i EUR o blisko 40% nie można było uniknąć. Można było jednak ograniczyć ryzyko ograniczając wartość zawieranych transakcji opcyjnych. Przypomnę, że niektórzy przedsiębiorcy (eksporterzy) lub reprezentujące je osoby zawierały transakcje o wartości kilkukrotnie przewyższających ich wpływy ze sprzedaży. Żadna dyrektywa nie zabezpiecza przed taką lekkomyślnością.

Konieczne byłoby wprowadzenie zapisów jasno regulujących, iż wartość opcji jakie nabywa firma nie może być wyższa niż wartość spodziewanych wpływów walutowych. Pamiętajmy cały czas, że rolą opcji walutowych powinno być ograniczenie ryzyka walutowego, a nie dążenie do zysku.

Bank udzielając firmie kredytu opiera się na tzw. zdolności kredytowej i wylicza, że klient jest w stanie przeznaczyć na spłatę rat np. 20% miesięcznych wpływów. Jakim zatem cudem często ten sam bank sprzedawał opcje walutowe firmie, która potrzebowała ich znacznie mniej niż wynika z jej skali działalności ? Czy pracownik banku poinformował dokładnie przedsiębiorcę o ryzyku wiążącym się z opcjami?

Podobne pytania można mnożyć. I to one powinny być podstawą do wdrożenia dyrektywy. Sztywne przeniesienie przepisów może nie przynieść spodziewanych efektów, ponieważ nie uwzględnia polskich realiów jak choćby wspomniane wcześniej: słabość krajowej waluty oraz niewielka wiedza na temat instrumentów finansowych, co smutne wśród osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach. W takiej sytuacji o różne wpadki nie jest trudno.

Banki i inne instytucje finansowe, które oferują opcje walutowe mają pół roku na dostosowanie się do nowych wytycznych. Ideałem byłoby stworzyć odrębne przepisy, dostosowane do naszych realiów, a następnie ich przestrzeganie. Wówczas i klient, i bank trzy razy pomyślą nim kupią lub sprzedadzą opcje walutowe lub inne produkty o zaawansowanej konstrukcji.

Obawiam się jednak, że na stworzenie takich przepisów „na miarę” nie ma szans i Polska będzie musiała zadowolić się ogólną dyrektywą. Lepsze to niż nic, ale nie załatwia to sprawy. Dopóki Polska nie przyjmie wspólnej waluty, ryzyko związane z walutami pozostaje.

W nowym roku, wszystkim przedsiębiorcom i bankierom pozostaje życzyć rozsądku i uczciwości we wzajemnych relacjach.

  • Podziel się wpisem: Wykop Facebook Blip

Komentarze

Odpowiedz:

  • Intensedebate
  • Connect
  • Twitter
  • OpenID

Wykonanie Serwisy internetowe