Infinity Piotra Tymochowicza czyli dużo szumu tylko po co.
- Data:
- 22.07.2010
- Komentarzy:
- 0 »
Infinity kojarzyło się do niedawna z marką luksusowych samochodów. Do czasu gdy 2 lata temu powstała spółka o tej nazwie. Jednym z jej założycieli jest znany specjalista od marketingu politycznego, twórca sukcesu Andrzeja Leppera – Piotr Tymochowicz.
Solaris Gate bo tak nazywa się portal społecznościowy tworzony przez Infinity, to w dużym skrócie projekt, który ma zapewnić użytkownikom nieśmiertelność w internecie. Brzmi trochę jak film SF, ale szczegóły można doczytać na stronie http://tymochowicz.net/solaris-gate/
Nie chcę oceniać sensowności powstania ani szans na sukces projektu. Wolałbym skupić się na zamieszaniu jakie powstało wokół spółki za sprawą jej niedawnego debiutu na rynku NewConnect. Przypomnę tylko, że Infinity świętowało swój debiut na tzw. małej giełdzie 6 lipca 2010. I na tym powody do radości się kończą a zaczyna się prawdziwa fala niedomówień, podejrzeń i nieprawidłowości, które z dnia na dzień wychodziły na jaw.
Wszystko zaczęło się do dość niewinnie od złamania obietnicy danej drobnym inwestorom, że założyciele spółki, nie będą sprzedać posiadanych akcji. Sam Piotr Tymochowicz sprzedał akcje, na czym zarobił ok. 230 tys. zł. I choć następnie pieniądze przeznaczył na pożyczkę dla własnej firmy to sam fakt niedotrzymania obietnicy zraził inwestorów. Kurs Infinity spadł o 50% w ciągu niespełna dwóch tygodni. Szybko jednak okazało się, to nie wszystkie niespodzianki na jakie muszą przygotować się drobni akcjonariusze. Pierwsza z nich to to, że w rzeczywistości Piotr Tymochowicz mieli więcej akcji dopuszczonych do obrotu niż wynikało to z pierwotnego raportu. Potem jakimś dziwnym trafem wydano poprawkę do raportu, z której wynika iż zamiast 300 tys. akcji miał ich 440 tys. zł.
Dalej pojawia się podejrzenie, że Solaris Gate to plagiat szwajcarskiego portalu Swiis DNA Bank http://blog.swissdnabank.com/ oraz dość dziwna operacja pożyczki udzielonej przez założycieli samej spółce.
Pożyczka pieniędzy pozyskanych ze sprzedaży akcji Infinity wygląda na zwykłe przekładanie pieniędzy z konta na konto. Co gorsza wygląda jakby założyciele Infinity sprzedali iluzję aby doprowadzić do debiutu giełdowego, pozyskali pieniądze od drobnych inwestorów, a następnie sprzedali własne udziały i przeznaczyli na rozwój spółki. Pytanie po co był zatem debiut na NewConnect?
Czy nie prościej byłoby zrealizować projekt ze środków własnych, rozwinąć a następnie zaoferować akcje czegoś co jest realne?
Zamiast tego spółka już na początku swojej giełdowej przygody ma złą prasę, nadzór GPW na głowie, a Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych rozważa w imieniu drobnych inwestorów złożenie wniosku do prokuratury w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa.
Tak sobie myślę po co osoba z tak znanym nazwiskiem jak Piotr Tymochowicz angażowałaby się w dziwne transakcje? Nie wszystko można tłumaczyć nieznajomością giełdowych przepisów. Nie można też mówić o „skoku na kasę”, gdyż na sprzedaży akcji Piotr Tymochowicz zarobił ok. 230 tys. zł. Co innego gdyby było to 30 mln zł. Czy dla 230 tys. zł warto ryzykować utratę wizerunku wypracowanego przez lata?
Póki co Piotr Tymochowicz w informacji dla mediów ogłosił swoje wycofanie się ze Infinity, tym samym jego nazwisko znika ze spółki. Póki co zobowiązał się przekazać spółce w formie pożyczki część pieniędzy (200 tys. zł) ze sprzedaży akcji Infinity.
Czy było warto narażać reputację? Ktoś za rok czy dwa może pamiętać o nieprawidłowościach w Infinity jakie towarzyszyły debiutowi spółki, a tym samym być ostrożnym przy podejmowaniu współpracy z biznesami pomysłodawcy Infinity.







Komentarze